Sytuacja w koreańskich kinach w 2014 roku

Kinowy rynek Korei Południowej potwierdził w 2014 roku swoją znakomitą formę. 50 milionowy naród po raz kolejny “wychodził” ponad 200 mln wejść, co daje niezwykłą średnią 4 biletów na osobę (dla porównania w Polsce w ubiegłym sezonie pobity został rekord frekwencyjny – przekroczyliśmy… 40 mln wejść). Zyski z kin to $1,66 mld – wzrost z $1,55 mld w 2013 roku. Wynik jest tym bardziej imponujący, że 50,1% biletów (107,7 mln) sprzedano na filmy rodzimej produkcji – Korea jest jednym z nielicznych rynków, od lat stawiających czoła hollywoodzkim produkcjom. Od początku XXI wieku kręci się tam bowiem efektowne kino popularne, co jest możliwe dzięki trafionym reformom oraz przemyślanej współpracy agencji rządowych z medialnymi korporacjami. Dodatkowo koreańska rozrywka stała się chodliwym towarem eksportowym (głównie w Azji, ale nie tylko) i wskazała kierunek rozwoju dla innych kinematografii regionu. Powinna być również wzorem dla branży w Polsce.

Początek 2014 nie zwiastował udanego sezonu. Poza komedią „Miss Granny”, pierwsze miesiące nie przyniosły spektakularnych przebojów. 16 kwietnia miała miejsce katastrofa promu Sewol (prawie 300 ofiar śmiertelnych, większość to uczniowie), która spowodowała największy od lat wewnętrzny kryzys kraju. Naród pogrążył się w żałobie, nikt nie myślał o chodzeniu do kina.

Sytuacja zmieniła się, gdy pod koniec lipca na ekranach pojawił się “The Admiral: Roaring Currents” – blockbuster z dużą dozą fantazji rekonstruujący bitwę morską, podczas której (jak głosi legenda) 12 koreańskich okrętów pokonało japońską flotę 330 statków. Film, w opinii krytyków daleki od arcydzieła, okazał się być tym, czego Koreańczycy potrzebowali, aby wzmocnić swoje nadwątlone morale. Pełen patriotycznego patosu, znakomity realizacyjnie obraz pobił wszelkie rekordy frekwencyjne – licznik widzów przekroczył 17,6 miliona (poprzedni rekord należał do „The Host” Bonga Joona-ho i było to „zaledwie” 13 mln). 10 milionowy próg pokonało także epickie „Ode to My Father” (premiera w grudniu, film wciąż obecny na ekranach!), a kolejne filmy odniosły nieco mniejsze sukcesy: wspomniane „Miss Granny” oraz kostiumowe „The Pirates” i „KUNDO”. To właśnie widowiska historyczne gromadzą obecnie w Korei największą publiczność. Odnotować tutaj należy również spektakularny sukces skromnego, niezależnego dokumentu „My Love, Don’t Cross that River”. Obejrzało go 4,5 mln widzów, czego nikt się nie spodziewał.

Wymienić warto także tytuły, które zyskały rozgłos poza granicami kraju. Z bardzo dobrym przyjęciem w Cannes spotkały się mocny thriller „A Hard Day” oraz “The Girl at my Door”, film wyprodukowany przez samego Lee Chang-donga ze znakomitą rolą Bae Doony. Krytycy zachwycili się także „Sea Fog” – produkcją Bonga Joona-ho, wystawioną przez Koreańczyków do wyścigu o Oscara (ostatecznie bez nominacji). Ważnym wydarzeniem była obecność w kinach na całym świecie “Snowpiercera: Arki Przyszłości” Bonga Joona-ho. Ten mroczny i ambitny s-f z międzynarodową obsadą świetnie poradził sobie w USA, gdzie wprowadzony został po długim sporze reżysera z dystrybutorem Harveyem Weinsteinem (chciał on pociąć film i dodać komentarz z offu, aby ułatwić odbiór amerykańskim widzom). W przypadku tego tytułu sprawdził się nietypowy, eksperymentalny model dystrybucji – film wszedł do kin oraz prawie równocześnie miał swoją premierę na platformach VOD. Zainteresowanie „Snowpiercerem” wykazali także widzowie we Francji i Chinach. W Polsce film został niestety przyjęty obojętnie przez widzów i bez zrozumienia przez krytykę.

Snowpiercer
Snowpiercer

Wracając do Korei, należy zaznaczyć, że udział filmów hollywoodzkich zwiększył się w porównaniu z latami poprzednimi – tamtejsi widzowie potwierdzili, że mają słabość do wysokobudżetowych widowisk. Wielki sukces odniósł „Interstellar”, świetnie sprzedały się m. in. “Transformers: Wiek zagłady” czy “Na skraju jutra”. Tendencja ta została oczywiście zauważona w Fabryce Snów: dla producentów hollywoodzkich Korea jest jednym z kluczowych rynków zewnętrznych i ma to dwojakie odbicie w ich biznesplanach. Po pierwsze np. 20th Century Fox otworzył swoją koreańską filię i realizuje przez nią filmy wyłącznie na ten rynek („Running Man”, „Slow Video”). Po drugie Korea coraz częściej pojawia się w wysokobudżetowych produkcjach: w Seulu zrealizowano część zdjęć do drugiej części “Avengersów” (filmu typowanego na największy kasowy przebój 2015 roku), a Lee Byung Hun zagra T-1000, przeciwnika Arnolda Schwarzeneggera, w najnowszej odsłonie „Terminatora”. Takie rzeczy nie dzieją się przypadkowo. Pamiętać jednocześnie należy, że w Korei funkcjonuje bardzo atrakcyjny system ulg podatkowych dla filmowców, którzy zdecydują się realizować film na ulicach Seulu czy Busanu. Rządowe programy zakładają zwrot do 30% zainwestowanych pieniędzy.

Ponieważ rynek wewnętrzny jest już rozwinięty, producenci muszą szukać nowych zysków poprzez ekspansję w regionie. Najważniejsze są tu oczywiście Chiny, a po paru latach współpracy potwierdziło się, że możliwe są na tym polu duże sukcesy. 11 listopada, podczas pobytu chińskiego prezydenta w Korei, podpisana została umowa na mocy której koprodukcje koreańsko-chińskie będą pokazywane w chińskich kinach bez ograniczeń ilościowych (rząd zezwala na pokazanie zaledwie 34 niechińskich filmów rocznie). To daje Koreańczykom świetną pozycję w kraju, który do końca dekady będzie generował zyski z kin większe niż Stany Zjednoczone. Współpraca będzie się zacieśniać, jest bardzo korzystna dla obu stron. Już teraz do Korei napływa chiński kapitał, powoływane są fundusze warte po kilkaset mln dolarów, z których finansowane będą wspólne produkcje filmowe i muzyczne.

„20 Once Again”, błyskawicznie zrealizowany przez CJ E&M Film Division specjalnie na rynek chiński remake filmu “Miss Granny”, odniósł w tamtych kinach duży sukces – zobaczyło go ponad 10 milionów widzów. CJ E&M, największa medialna korporacja w Korei, powołała również oddział, który będzie specjalizować się w animacjach z przeznaczeniem właśnie na rynek chiński. Firma jest obecna także w Wietnamie i Indonezji, a ostatnio zaczęła inwestować w Tajlandii.

Kapitał koreański walczy także o uznanie widzów poza Azją. Próbą podbicia globalnych rynków jest film „Last Knights” z Clivem Owenem i Morganem Freemanem, do którego zdjęcia realizowano w Czechach. Światowa premiera już na początku kwietnia.

Sukcesy nie oznaczają, że kinematografia koreańska jest wolna od problemów. Krytycy od dłuższego czasu zwracają uwagę, że realizuje się tam albo kosztowne widowiska, albo tanie offowe produkcje, cieszące się nikłym zainteresowaniem widzów – sukcesem jest sprzedanie kilkudziesięciu tysięcy biletów), brak czegoś pomiędzy.

Rok 2015 zapowiada się dla miłośników koreańskiego kina bardzo interesująco. W produkcji jest sporo obiecujących tytułów, nowe filmy zapowiedzieli m. in.: Park Chan-wok, Hong Sang-soo, Na Hong-jin, Lee Yoon-ki oraz wielu innych.

Sytuacja polityczna na Półwyspie Koreańskim a przemysł filmowy

Co jakiś czas świat wstrzymuje oddech, koncentrując się na doniesieniach z Półwyspu Koreańskiego, na którym, podzielony na mocy politycznej decyzji, kraj od 60 lat znajduje się w stanie wojny. Wojskowy reżim rządzący Koreą Północną, najbardziej odizolowanym krajem świata, wydaje się być zdolny nawet do rozpętania konfliktu nuklearnego, którego konsekwencje byłyby trudne do wyobrażenia.
Z drugiej strony, zaliczana do azjatyckich tygrysów Korea Południowa, prowadzi działania mające na celu przygotowanie do, mogącego nastąpić w przyszłości, ponownego zjednoczenia. Funkcjonuje powołany w tym celu organ – Ministerstwo ds. Zjednoczenia, a były prezydent Kim De Dzung otrzymał w roku 2000 pokojową Nagrodę Nobla za wdrożenie „słonecznej polityki” (Sunshine Policy), zbliżającej obie Koree. Ocieplenie, jakie nastąpiło na przełomie stuleci, niosło nadzieję – doszło do bezprecedensowego spotkania obu prezydentów i rodzin rozdzielonych przez wojnę, a także do ustanowienia współpracy ekonomicznej.
Jednocześnie wielkie zmiany zachodziły w koreańskiej kinematografii. Nie, nie północnokoreańskiej.  Tam, Kim Dzong Il wiedząc, podobnie jak niegdyś Lenin, jaką moc posiada sztuka filmowa, od lat nakazuje produkcję filmów, które wychwalają przywódcę i pokazują żyjący w szczęściu, samowystarczalny, komunistyczny naród. Obecnie niewiele o tym kinie wiadomo, nie istnieje w międzynarodowym obiegu, tak jak inne wytwory tamtejszej kultury i sztuki.
Na Południu sytuacja jest diametralnie różna. Kino od ponad dekady przeżywa tam niebywały rozkwit komercyjny i artystyczny, jest silnym towarem eksportowym wewnątrz Azji (kraj został okrzyczany nowym Hong Kongiem), a dzięki obecności na najważniejszych międzynarodowych festiwalach, jest coraz lepiej rozpoznawane na świecie. Więcej, Korea to jeden z niewielu krajów, w których rodzime produkcje przyciągają liczniejszą publiczność, niż hollywoodzki mainstream. Rocznie powstaje kilkadziesiąt filmów, dominują dzieła gatunkowe (głównie komedie i melodramaty) a najgłośniejsze tytułu gromadzą ponad 10 milionów widzów. Do sukcesu przyczyniła się zmiana systemu finansowania w połowie lat 90. oraz dojście do głosu nowego pokolenia, doskonale wykształconych, głównie w USA i w Europie, twórców. Trzecim, niemniej istotnym czynnikiem, było poluzowanie cenzury, co pozwoliło na poruszanie wcześniej zakazanych a dla społeczeństwa koreańskiego niezmiernie istotnych tematów. Warto przyjrzeć się paru filmom, które pomogły koreańskiemu kinu odrodzić się i zyskać nową tożsamość.

Korea Południowa nie kojarzy się z cenzurą, ale polityka zawsze miała duży wpływ na treść powstających tam filmów. Okres przedwojenny to okupacja japońska (1910-1945) i narzucana siłą japońska kultura. Po zakończeniu Wojny Koreańskiej (1950-1953), przez kolejne dekady filmowcom skrupulatnie patrzyli na ręce cenzorzy wojskowych rządów. Tematyka narodowa była częsta, ale zakazane było pozytywne przedstawianie strony północnej, o czym przekonał się Lee Man-hee, twórca filmu Seven Women Prisoners z roku 1965, za który został aresztowany. Politycy dbali o podsycanie skrajnie antykomunistycznych nastrojów, co nie dziwi, biorąc pod uwagę odcięcie od kontynentu i zagrożenie z północy. Sprawa była istotna do tego stopnia, że wśród najbardziej prestiżowych koreańskich nagród filmowych, Grand Bell Awards, przez lata istniała kategoria, nagradzająca najlepsze filmy o antykomunistycznej wymowie. Dopiero wraz z demokratyzacją państwa w latach 80. nastała odwilż i pierwsze próby nie-jednowymiarowego ukazania tragedii, jaka spotkała naród koreański. Na prawdziwą zmianę, rozliczenie z przeszłością oraz ukazanie relacji narodowych w nowym świetle, trzeba było jednak czekać aż do końca stulecia. Jak zauważa Jinhee Choi, autor książki The South Korean Film Renaissance, kręcenie obrazów o tematyce narodowej stało się wręcz  strategią, pozwalającą dotrzeć do szerokiej widowni. Potencjalnym odbiorcą był cały naród koreański, jak mało który zainteresowany swoją historią i tożsamością, wśród którego wciąż żyją ludzie pamiętający czasy, gdy powyżej 38 równoleżnika mieszkali nie wrogowie lecz rodacy. Biorąc to wszystko pod uwagę, nie należy się dziwić, że rewolucję zarówno komercyjną, jak i tematyczną wywołał jeden film.

Szpiedzy.
Chodzi o Shiri z 1999 roku, thriller sensacyjny Kang Je-gyu podejmujący temat zagrożenia, z którym na co dzień mierzy się kraj i jego obywatele – szpiegów przenikających z Korei Północnej. Oto ich grupa pragnie wywołać wojnę pomiędzy oboma krajami. W swoim fanatyzmie posuwają się do radykalnych działań – wysadzają centrum handlowe w sercu Seulu i planują zamach bombowy na stadionie wypełnionym ludźmi, podczas towarzyskiego meczu piłki nożnej pomiędzy drużynami obu Korei, z udziałem prezydentów. Wśród zamachowców jest nieuchwytna Bang-hee, która lata wcześniej przeniknęła na Południe, przeszła operację plastyczną i w uśpieniu czekała na kolejną misję.
Rewolucja tematyczna polegała na tym, że scenarzyści obdarzyli Bang-hee ludzkimi cechami. Jej terrorystyczna działalność wynika z chęci zakończenia niedoli głodujących mieszkańców Północy. Posiada także życie miłosne, związała się z nieświadomym jej prawdziwej tożsamości agentem, który od lat jest na jej tropie. W jednej ze scen, Bang-hee mówi o sobie, że jest hydrą, zrodzoną z podziału państwa. Wymowa filmu jest jasna – jesteśmy jednym narodem, ale żyjemy w schizofrenicznej rzeczywistości, która sprawia, że wzajemnie się zabijamy. Koreańczycy zagłosowali nogami – na Shiri, udanie kopiujące wzory hollywoodzkich filmów akcji, sprzedano sześć milionów biletów (poprzedni rekord wynosił nieco ponad milion), a kolejne filmy szły dalej – zarówno jeżeli chodzi o wpływy, jak i odwagę w opowiadaniu.
Silnie zarysowany w Shiri wątek miłosny ujawnia także ciekawą cechę, obecną w, licznie kręconych w Korei, melodramatach. Ich bohaterowie nie mogą zaznać szczęścia, ponieważ dzieli ich bariera nie do pokonania. Co więcej, w kraju tym rozwinął się podgatunek melodramatu, zawierający  elementy science fiction, w którym kochankowie funkcjonują w innych wymiarach czasowych, co w oczywisty sposób stanowi trudną do sforsowania przeszkodę. Sztandarowym przykładem jest Il Mare w reż. Lee Hyun-seunga, jeden z pierwszych koreańskich filmów, do którego prawa zakupiło hollywoodzkie studio. Zjawisko to pokazuje, jak głęboko w zbiorową świadomość narodu wryta jest kwestia podziału i jak istotny jest wpływ przeszłości na teraźniejszość.

Także w roku 1999, premierę miał The Spy Jang Jina, opowiadający o szpiegu wysłanym z na Południe z misją wykradzenia DNA super świni, co rozwiązać ma problem głodu za północną granicą. Film pokazuje jego zagubienie i nieprzystosowanie do funkcjonowania w odmiennej, kapitalistycznej rzeczywistości. Secret Reunion(2010) Jang Huna to dowód, jak zmieniło się podejście do tematu przez kolejną dekadę. Bohaterem filmu jest Song Ji-won, młody, zdyscyplinowany szpieg działający na Południu, ale ludzki i obdarzony sumieniem. Nie jest w stanie, mimo rozkazu przełożonego, zabić żony ani dziecka rzekomego zdrajcy, a jego działalność podyktowana jest troską o, żyjącą na Północy, rodzinę. Kiedy Song Ji-won zaczyna pracować dla południowokoreańskiego prywatnego detektywa, to on jest w tym duecie postacią bardziej wrażliwą na ludzką krzywdę. Symptomatyczne, że film posiada akcenty komediowe, a szpiega zagrał Kang Dong-Won, jeden z najpopularniejszych młodych aktorów w Korei, model i idol nastolatek. Jest to już bohater w stu procentach pozytywny.
Shiri było pierwszym filmem, do określenia którego użyto terminu blockbuster, wcześniej zarezerwowanego wyłącznie dla amerykańskich hitów. Na kolejny sukces nie trzeba było długo czekać – premiera Joint Security Area (2000), w reżyserii mało wówczas znanego Park Chan-Woka, odbyła się trzy miesiące po historycznym spotkaniu prezydentów obu Korei.
Akcja toczy się w strefie demarkacyjnej, szerokim na trzy kilometry pasie, rozdzielającym oba kraje i jednym z ostatnich namacalnych śladów zimnowojennego podziału świata. Punktem wyjścia jest śmierć dwóch północnokoreańskich żołnierzy strzegący tytułowego miejsca, w którym dochodzi do dyplomatycznych spotkań pomiędzy przedstawicielami obu państw. Śledztwo, prowadzone przez  niezależnych obserwatorów ujawnia zaskakującą przyjaźń, jaką nawiązali między sobą żołnierze przeciwnych stron. Kolejne tabu zostało przełamane.
W roku 2003 odbyła się premiera Silmido Kang Woo-Suka, filmu luźno opartego na, wciąż nie do końca jasnych, wydarzeniach z lat 1968-1971. Grupa ciężkich przestępców, zamiast na stryczek, trafia na tytułową wyspę, gdzie przechodzi mordercze szkolenie wojskowe. Skazańcy stają się tajnym komando, ich misją jest zamach na Kim Ir Sena. Gdy są już gotowi i patriotycznie zmotywowani, z Seulu przychodzi rozkaz odwołujący misję. Zmiana polityki i ocieplenie stosunków między krajami sprawia, że oddział staje się niepotrzebny, politycy nakazują jego likwidację, co doprowadza do tragedii. Historia brzmi jak political fiction rodem z książek Ludluma, ale była prawdziwym epizodem zimnowojennych czasów i odwetem za nieudany zamach na prezydenta Korei Południowej. Zwrócenie się ku, przez lata ukrywanym przez rząd, wydarzeniom jest próbą rozliczenia się ze wstydliwą przeszłością. Próbą udaną, Silmido to znakomite męskie kino i to pierwszy film, który obejrzało w Korei ponad 10 milionów widzów.

Wojna.
Pięć lat po sukcesie Shiri, Kang Je-gyu zrealizował kosztowny fresk Brotherhood (2004), w którym z rozmachem godnym największych hollywoodzkich filmów wojennych, kontynuował temat podziału swojego narodu. Inscenizując batalistyczne sceny z realizmem równającym się słynnemu Szeregowcowi Ryanowi Spielberga, reżyser wprowadza w brud i bezsens Wojny Koreańskiej i pokazuje, że działania obu stron konfliktu mało się od siebie różnią. Często przypadek decyduje o tym, do której armii wcieleni zostają młodzi mężczyźni, nie rozumiejący nawet ideologii, za którą przyjdzie im zginąć. Żołnierze Południa walczą z komunistyczną Północą, zabijają swoich przyjaciół z dzieciństwa tylko dlatego, że ci noszą inny mundur, anty-komunistyczna organizacja wykonuje wyroki śmierci na cywilnej ludności Południa za rzekomą kolaborację z komunistami, a w finale brat staje do walki przeciwko rodzonemu bratu. Przekaz filmu i ocena wojny są jednoznaczne.
Brotherhood, jeden z najbardziej spektakularnych filmów wojennych ostatniej dekady, stał się wielkim przebojem, nie tylko w Korei (gdzie sprzedano ponad 12 milionów biletów, co oznacza, że film obejrzał prawie co czwarty Koreańczyk), ale także na całym świecie, w czym pomógł angielski dubbing.
Welcome to Dongmakgol (2005) Park Kwang-Hyuna to, w porównaniu z innym wymienionymi tu tytułami, filmowa bajka. Akcja rozgrywa się w odciętej od świata koreańskiej wiosce (nie jest powiedziane na terenie której Korei leży), gdzie ludzie beztrosko uprawiają rolę, nie zdając sobie sprawy, że na terenie kraju rozgrywa się bratobójcza wojna. Traf chce, że w to sielskie miejsce trafia pilot amerykańskiego samolotu, dwaj żołnierze z południa i trzej z północy. Od razu wybucha wzajemna agresja, co skutkuje zniszczeniem spichlerza, w którym wieśniacy zgromadzili zapasy na zimę. W żołnierzach odzywa się sumienie, zapominają o podziale i wspólnymi siłami starają się naprawić wyrządzone szkody. Zrzucają mundury i zakładają farmerskie ubrania – przestają się różnić, wyglądają i brzmią tak samo. Kiedy do wioski, w poszukiwaniu zaginionego pilota, trafiają zamaskowani i uzbrojeni po zęby amerykańscy komandosi – sprawiają wrażenie przybyszów z kosmosu.
Kiedy dochodzi do pierwszej konfrontacji, żołnierze celują do siebie z pistoletów i trwają w pełnym napięcia klinczu. Stojący między nimi mieszkańcy wsi, zupełnie nie zdają sobie sprawy z grozy sytuacji – nie wiedzą, co to broń. Po pewnym czasie, całe zajście zaczyna ich znudzić więc oddalają się do swoich codziennych zajęć. Wojskowi zostają sami i wyglądają przy tym śmiesznie. Dobroć wieśniaków, brak potrzeby przemocy, odmienia żołnierzy, sprawia, że stają się lepszymi ludźmi. Brzmi naiwnie, i takie właśnie jest, ale film, łącząc w sobie sceny przemocy z liryką (koreańskie kino potrafi łączyć sprzeczności, jak żadne inne) ani przez chwilę nie przekracza granic śmieszności, uzmysławiając jak abstrakcyjną rzeczą jest wojna. Efekt? Triumf pacyfistycznego przesłania i osiem milionów sprzedanych biletów.
193253245_1ed0f50474_o
Welcome to Dongmakgol

Akcenty polityczne, subtelne, ale istotne, można dostrzec też w najbardziej kasowym koreańskim filmie – The Host: Potwór (2006) Bong Joon-ho. Tytułowy potwór rodzi się w rzece Han, do której radioaktywne ścieki spuszczają amerykańscy żołnierze, stacjonujący w Korei Południowej od czasów wojny. Pomysł inspirowany jest autentycznymi wydarzeniami – dochodziło do wylewania ścieków z kostnicy amerykańskiej bazy wojskowej.
Rozwój i popularność współczesnego kina południowokoreańskiego, mogącego po latach kneblowania opowiedzieć w inny sposób historię swojego narodu, świadczą o potrzebie rozliczenia z przeszłością i oswojenia lęku przed braćmi z Północy. To się dokonało.
Rządzący braćmi z Północy zdają się jednak nie doceniać tego wysiłku. Przeprowadzone w roku 2010 prowokacje zniweczyły cały wysiłek i spowodowały, że znowu zaczęto mówić o otwartym konflikcie. Zatopienie okrętu Cheonan w marcu i listopadowe ostrzelanie wyspy Yeonpyeong należą do najpoważniejszych incydentów od zakończenia wojny w 1953 roku. W listopadzie 2010 roku, rząd Korei Południowej oficjalnie zerwał ze „słoneczną polityką”, przyznając, że była ona porażką i nie przyniosła spodziewanych efektów. Jak odpowie na tę nową sytuację kino?

Korea Południowa gra o światowego widza

Blockbuster to domena Hollywoodu, które znalazło sposób na zadowolenie masowego widza, niezależnie od tego, gdzie na świecie idzie on do kina. Kosztujące coraz więcej, zjeżdżają z taśm w Fabryce Snów, aby dominować na wszystkich kontynentach; te najwystawniejsze w okresie letnim. Istnieją jednak kraje, które rzuciły wyzwanie hegemonii Hollywoodu. Najciekawszym przykładem takiego rynku jest 50-milionowa Korea Południowa, gdzie kinematografia jeszcze w połowie lat 90. znajdowała się w dołku. Dzisiaj koreańskie filmy nie tylko panują na rynku wewnętrznym, ale także narzuciły model rozrywki w dużej części Azji, a przemysł ma nadzieję na zaznaczenie swojej obecności globalnie. Rok 2013 może być przełomem w realizacji tych planów.

Pierwszym koreańskim blockbusterem było Shiri w 1999 roku. Obraz, który przełamał tabu, pokazując tragiczne pęknięcie narodu i ludzkie oblicze agentów Północy, był bardzo sprawnie zrealizowanym thrillerem, silnie zapatrzonym w amerykańskie i hongkońskie kino akcji. Shiri zgromadziło 6,2 mln widzów i dwudziestokrotnie przekraczając średnią frekwencję, stało się szeroko dyskutowanym fenomenem narodowym. Sprzedane następnie do 22 państw, znakomicie ($17,6 mln zysku) poradziło sobie w Japonii. A był to pierwszy koreański film na ekranach Kraju Kwitnącej Wiśni po zniesieniu dwustronnego zakazu wymiany dóbr kulturalnych między tymi państwami!

Shiri wywróciło do góry nogami całą branżę filmową i wyobrażenie o tym, jak wielki sukces można w niej osiągnąć. Rok później Joint Security Area Park Chan-wooka sprzedało się równie dobrze, w kolejnym sezonie nostalgiczną sagę gangsterską Friend zobaczyło 8,2 mln widzów i stało się jasne, że w koreańskim kinie dzieje się coś dobrego.

 

Cofnijmy się o parę lat. W 1998 nowo wybrany na prezydenta postępowy Kim De Dzung nie tylko wziął się za porządkowanie gospodarki po kryzysie, ale także zdecydowanie postawił na kulturę. Rząd zaczął angażować się w specjalne filmowe fundusze i zachęcał do tego prywatnych inwestorów. Zrestrukturyzowana została, istniejąca od 1973, rządowa agencja Korean Motion Picture Promotion Corporation, od roku 2000 pod nazwą Korean Film Council. Przejęte przez pokolenie młodych filmowców, KOFIC uruchomiło szereg programów, dotujących filmy w fazie produkcji, promocji i sprzedaży. Wsparcie dotyczy nie tylko kina komercyjnego; filmy niezależne notują w Korei niskie wpływy (sukcesem jest kilkadziesiąt tysięcy sprzedanych biletów), ale podbiły światowe festiwale.

Producenci oraz politycy zrozumieli, że na sprawnie realizowanych filmach można świetnie zarobić, oraz że są one skutecznym narzędziem promocji kraju za granicą. W szerszej perspektywie kino to część hallyu, fali rozrywki (zwłaszcza K-popu i telewizyjnych dram), która zalała Azję, a teraz coraz śmielej poczyna sobie na świecie. Koreańczycy podchodzą do tej rozrywki bardzo poważnie, stawiają ją na równi ze swoją bogatą tradycją i zaawansowanymi technologiami.

Maszyna ruszyła. W parę lat powstała infrastruktura i przemysł produkujące filmy, które przemówiły do masowego widza. Gwałtownie wzrosła ilość kin; zostały one zdominowane przez gatunki – komedie romantyczne, thrillery, monster movies, filmy katastroficzne, kostiumowe, gangsterskie czy wojenne. Niewyczerpanym źródłem inspiracji stała się bogata historia narodu koreańskiego, o której można było, po zniesieniu cenzury, szczerze opowiadać. Jak w Hollywood, najwięksi dystrybutorzy, koncerny CJ E&M, Lotte, Showbox/Mediaplex oraz NEW, zaczęły przygotowywać na letni sezon potencjalne hity frekwencyjne, narodził się system gwiazd.

Dzięki coraz większej ilości źródeł finansowania, z roku na rok rosły budżety. Mimo, że wciąż są niepomiernie mniejsze od hollywoodzkich ($10 mln to już dużo), widoczna stała się coraz większa sprawność techniczna w realizowaniu filmów; skutkowało to kolejnymi rekordami frekwencyjnymi. W 2003 roku sprzedano na koreańskie produkcje ponad 50% biletów, trend utrzymał się do roku 2007. W 2003 pojawił się też pierwszy film, który przekroczył 10 mln widzów – Silmido, rozliczające wstydliwy epizod narodowej historii.

W latach 2008-2011 koreański przemysł filmowy dostał zadyszki. Widzowie przestali bezkrytycznie przyjmować rodzime produkcje; gwałtownie spadły też wpływy ze sprzedaży filmów do krajów azjatyckich, zwłaszcza do Japonii. Wątła fabuła wzmacniana efektami specjalnymi już nie wystarczała – w 2011 przepadły typowane na przeboje Quick oraz Sector 7 3D, a hitem okazało się np. oryginalne i optymistyczne Sunny.

Studia wyciągnęły wnioski z tej porażki. Produkcje w roku 2012 zostały przygotowane znacznie lepiej, czyniąc sezon rekordowym pod każdym względem. Dwa filmy -Złodzieje i Maskarada – zobaczyło ponad 10 mln widzów (6. i 7. koreański film z takim wynikiem). 20 listopada przekroczona została granica 100 mln sprzedanych biletów tylko na produkcje koreańskie (w samym sierpniu ponad 17 mln). Statystyczny Koreańczyk obejrzał w kinie dwa filmy ze swojego kraju! Wśród wygranych znalazła się nie tylko typowa rozrywkowa, ale także brutalny film gangsterski, pieczołowicie odtwarzający realia lat 80. (Nameless Gangster), oparty na faktach obraz krytykujący wymiar sprawiedliwości (Unbowed) czy skromna historia miłosna (Architecture 101). Równie imponująco rozpoczął się rok 2013. Szpiegowskie Berlin Files zgromadziło ponad siedem milionów widzów, stając się najpopularniejszym filmem akcji w historii, a niemająca potencjału przeboju komedia Miracle in Cell No. 7 przebiła 12 milionów biletów i wciąż się sprzedaje.

Ten sukces ma jednak drugie oblicze. Rynek wewnętrzny nasycił się, a spektakularne wyniki będą trudne do powtórzenia; branża wie, że musi szukać nowych rynków. To dlatego KOFIC zmieniło strategię i postanowiło, że nie tylko filmy artystyczne będą promować kraj na świecie. Efekty widać – koreańskie blockbustery nabierają międzynarodowego rozmachu. Złodzieje, sensacyjna komedia o wielkim skoku, kręcona była w Korei, ale też w Makau i Hong Kongu. Technicznie film nie ustępuje amerykańskim produkcjom, miejscami je nawet przerasta – sekwencja pościgu po fasadzie budynku zostawia wyczyny agenta Hunta w MI4 daleko w tyle. Można się krzywić, że to kopia hollywoodzkich heist movies (“Ocean’s Eleven K-style”, jak zauważa użytkownik Imdb), ale tylko Azjaci potrafią opowiadać z taką lekkością i wdziękiem.

Złodziei można nazwać blockbusterem panazjatyckim; wspomniane Berlin Files, realizowane m.in. w Pradze, Berlinie oraz na Łotwie, wyraża już ambicje globalne i bardzo ciekawe jak poradzi sobie w Europie. Główną przeszkodą będzie to, że nie jest mówiony po angielsku.

 

Po angielsku debiutuje natomiast pierwsze pokolenie koreańskich reżyserów w Hollywood. Jest to trzech twórców-kinofilów, mających kluczowy udział w tworzeniu tożsamości nowego kina koreańskiego, którzy łączą wysoki poziom artystyczny swoich filmów z wynikami frekwencyjnymi.

Park Chan-wook nie kojarzy się z komercją, ale Joint Security Area podbiło box office w 2000 roku. Reżyser, w swoim kraju uwielbiany od czasów Grand Prix za Oldboya w Cannes, przez ostatni rok pracował w Stanach nad Stokerem z Nicole Kidman. Film został bardzo pozytywnie przyjęty przez krytyków i w kategorii filmów artystycznych zarabia przyzwoite pieniądze.

87317803_159faca9e0_z
Oldboy

Nie udała się natomiast premiera Likwidatora w reż. Kima Jee-Woona, z wracającym do kina Arnoldem Schwarzeneggerem w roli podstarzałego szeryfa miasteczka przy granicy z Meksykiem. Mimo dobrych recenzji, film wpisał się w trend porażek filmowych „mięśniaków” starej daty. Już teraz wiadomo, że aby zrealizować kolejny projekt, Kim Jee-Woon wraca do Korei, nie grozi mu więc to, że popadnie w Hollywood w przeciętność.

Oba te filmy powstały bez udziału koreańskich producentów. Inaczej jest w przypadku Snow Piercera Bonga Joon-ho, adaptacji francuskiego komiksu Le Transperceneige. Pracuje przy nim międzynarodowa ekipa, pieniądze zainwestowali Koreańczycy, Amerykanie oraz Francuzi, a dystrybucją w anglojęzycznych krajach zajmie się Weinstein Company. Akcja rozgrywa się w pociągu przewożącym ostatnich żyjących ludzi (m.in. John Hurta, Octavię Spencer i Songa Kang-ho) w post-apokaliptycznym świecie; film jest jedną z najbardziej wyczekiwanych premier roku.

Bong Joon-ho to w Korei legenda. Jego autorski monster movie, The Host:Potwór, zobaczyło w 2006 roku 13 mln widzów, rekord do dzisiaj nie pobity. To The Host jest najlepszym wzorcem koreańskiego blockbustera – łączy w sobie komentarz polityczny z nieskrępowaną fuzją gatunków i niepokojącą wypowiedzią autorską. Aby nakręcić historię potwora, który wyłania się z rzeki Han i terroryzuje mieszkańców Seulu, do współpracy zaproszono specjalistów m.in. z Nowej Zelandii i Stanów Zjednoczonych.

I to właśnie współpraca z innymi filmowymi potęgami wydają się być najlepszą strategią dla koreańskiej kinematografii. Najbardziej oczywistym kierunkiem jest Hollywood, mimo że początki koprodukcji nie były udane – Honor wojownika Lee Sngmoo został w 2010 zmiażdżony przez krytyków i odrzucony przez widzów. Produkcja ta jest jednak istotna, gdyż po raz pierwszy ekipy z obu krajów pracowały na równych prawach, dzieląc się zadaniami. Scenariusz połączył tradycje filmowe obu kontynentów – wschodnie sztuki walk spotkały się z poetyką westernu, a koreański gwiazdor Jang Dong-gun romansował na ekranie z Kate Bosworth.

Mimo tego falstartu, współpraca jest rozwojowa. Największy fundusz, mający na celu ekspansję koreańskiego filmu na świat, Sovik Global Contents Investment Fund dysponuje kwotą $110 milionów. Przedsięwzięcie powstało przy wkładzie pieniędzy rządu koreańskiego, czeboli CJ i Lotte oraz amerykańskiej wytwórni One Route Films. Zarządzający planują produkcję do dwóch filmów rocznie. Pierwszy realizowany tytuł to The Last Knights z Clivem Owenem i Morganem Freemanem na czele międzynarodowej obsady. Reżyserią zajął się Japończyk Kazuaki Kiriyal, a koreańscy technicy odpowiedzialni są za animację komputerową oraz sceny kaskaderskie. Zdjęcia rozpoczęły się w listopadzie 2012 roku w Pradze.

Kolejnym priorytetem jest zacieśnianie relacji z rynkiem chińskim, rosnącym od siedmiu lat o ponad 30% rocznie i o siedem sal kinowych dziennie (obecnie jest ich 13 tys.). Udział chińskich pieniędzy w koprodukcjach jest istotny, gdyż pozwala ominąć bardzo niski limit dla zagranicznych filmów na ekranach Państwa Środka i otworzyć dostęp do wielkiego rynku. W 2012 roku przegonił on dochodami rynek japoński i jest drugi na świecie; szacuje się, że już w 2020 będzie największy. Chińscy filmowcy coraz skuteczniej trafiają do serc i portfeli swoich widzów; o ile jeszcze rok temu to amerykańskie filmy dominowały w box offisie, początek 2013 roku przyniósł szereg rodzimych przebojów. Aby powtarzać te sukcesy, Chińczycy potrzebują ludzi i technologii. Rozwiązaniem są koprodukcje z Hong Kongiem, ale trwają poszukiwania nowych partnerów.

O ile więc do tej pory Chiny kupowały koreańskie filmy, teraz oba państwa stawiają na współpracę – producentów, reżyserów i ekip technicznych. Jednym z ostatnich efektów jest adaptacja Niebezpiecznych Związków, zrealizowana w szanghajskich realiach.

Póki co, największym koreańskim przebojem w Chinach jest Późna jesień, w której, u boku koreańskiego idola Hyuna Bina, zagrała hongkońska aktorka Tang Wei (pamiętna z Ostrożnie Pożądanie). Ten melodramat, nakręcony po angielsku w Seattle, zarobił w Chinach prawie 10 mln dolarów. To wciąż stosunkowo niewiele, ale ten rynek jest dla Koreańczyków bardzo perspektywiczny.

 

Pozostaje pytanie, co mogą dać światowemu kinu Koreańczycy? Po pierwsze, są mistrzami w realizacji scen akcji. Bazują na osiągnięciach filmowców hongkońskich, jednak dysponując większymi budżetami i lepszą technologią, osiągnęli niepomiernie większą wizualną maestrię. I tak np. powstające w Korei kino gangsterskie łączy wyrafinowane sekwencje akcji z klasycznymi regułami gatunku. Dzięki temu film gangsterski ewoluuje właśnie w Azji, podczas gdy Amerykanie nie mają do zaoferowania nic innowacyjnego.

Po drugie, kino koreańskie w swoim najlepszym wydaniu przenosi silne emocje, a jest to umiejętność, którą Hollywood zatraciło w perfekcyjnej rutynie i sztampie. Dobrym przykładem jest posępny i skrajnie brutalny Chaser. Twórcy nie musieli niszczyć nieskończonej ilości samochodów, aby zrealizować emocjonujące pościgi. Większość z nich rozgrywa się… na nogach, a kręte, strome uliczki Seulu są równie efektownym miejscem akcji co San Francisco w Bullicie. To dlatego Roger Ebert napisał: “Hollywood powinno nie tylko nakręcić swoją wersję Chasera, ale także uczyć się na nim”.

Koreańczycy są także znakomici w łączeniu skrajności – przemoc w naturalny sposób przenika się u nich z humorem, a subtelność z wulgarnością. Komedia romantyczna My Sassy Girl z 2001 roku, najpopularniejszy koreański film na świecie (w samych Chinach ponad 10 milionów pirackich DVD) jest miejscami niegrzeczny, a chwilami romantyczny; wyzwala w widzach całe spektrum reakcji – od szczerego śmiechu po melodramatyczny szloch.

337970124_5dab70dddb_o
My Sassy Girl

Przyjęta przez Koreańczyków logika jest słuszna. Stricte koreańskie filmy nie wyjdą poza Azją z obiegu festiwali i wąskiej dystrybucji. Stworzenie modelu uniwersalnego, międzynarodowego blockbustera, w którym szaleństwo, wyrafinowana estetyka i techniczna biegłość połączą się z niebotycznymi budżetami i popularnością anglojęzycznych czy chińskich aktorów, nie będzie łatwe, ale ma duże szanse na powodzenie.

HALLYU – How Korean Pop Culture Conquered the World

Last year, the leaders of North Korea were once again threatening to engulf the world in nuclear fire, and video clips available on YouTube, featuring Barack Obama and the American army aflame, became an important propaganda tool. South Korea, on the other hand, expresses its global ambitions in an altogether different manner. If we assume that a country is a brand, then its history and culture are a heritage that can be promoted and sold. South Korea understands this perfectly well – and also uses new media to achieve its goal.
Korea is an example of a transformation from an impoverished state in the 1950s to the 15th biggest economy in the world, focusing on export (7th position in the world) and technological innovation. That’s why the popular image of Korea is one of great education, broadband Internet and global brands: Samsung, striving for leadership in the smartphone market, Hyundai or LG. Unemployment remains below 3%; Korea has avoided the economic mistakes of Japan and, as opposed to China’s, its human rights record does not frighten people away. The long-term perspective is also optimistic. The country is part of Next 11 – a group of countries that are the future key players in the world’s economy.

1990s. At the turn of the 1980s and 1990s, when the country was still under military rule, culture was on the decline; Koreans would not listen to their music¬, they were ashamed of their films. Changes came with democratisation – the loosening of censorship and the liberalisation of media meant that commercial TV stations started broadcasting in 1991, followed by cable TV four years later. In 1994, president Kim Young Sam’s advisors presented him with a report showing that, as a product, Jurassic Park (along with its gadgets, licences, etc.) made profits equivalent to the export of 1.5 million Hyundai cars, the pride of Korea. This incited a national discussion about the potential impact of media and pop culture on the country’s economy and image, using America as a point of reference. The discussion was followed by legal changes, whose first results in Asia, dominated by Japanese and American entertainment at the time, only became visible after a few years.
The expansion of Korean productions began in 1997-98, when a TV series (k-drama) What is Love All About? and H.O.T. boy band won an unexpected popularity in China and Taiwan. This is when Chinese journalists coined the term hallyu – “Korean wave” – which is still in use today.
1999 saw the release of thriller Shiri, deemed the most important film in the history of new Korean cinema; produced with support from Samsung, a spy drama featuring impressive action sequences unprecedented in Korean cinematography. Over 6 mln viewers proved that well-made home-grown cinema can make more money than Titanic; the film also had excellent sales in Japan. At the same time, new president Kim De Dzung proclaimed himself “The President of Culture” and introduced a law enabling the government to support the private sector. These regulations were further perfected to provide the best possible models for financing the production, promotion and distribution of media and culture, described as the “strategic branch of national industry in the 21st century”. It was the cooperation of politicians, represented by the Ministry of Culture and Tourism, and media corporations (the chaebol) that created the receipt for success.
Paradoxically, the development of hallyu was further aided by the Asian crisis – Korean TV series were 25% cheaper than Japanese productions, and 10 times cheaper than the ones made in Hong Kong, changing Korea from an importer of culture to its exporter already in 2002. The real craze started in April 2003, when the cable TV NHK screened their drama series Winter Sonata in Japan, and then repeated it – at prime time. The story of a complicated love affair attracted over 20% of the TV audience, making actor Bae Yong-joon the heartthrob of Japanese female viewers. The series also had theatre and anime adaptations, and the following years saw an ever stronger presence of TV dramas on the screens of the diverse Asian continent. These simple, optimistic tales (mostly love stories, comedies and historical series) were zealously followed by viewers from the vast Chinese market, pop-culturally rich Japan, the emerging economies of Vietnam and Indonesia, fundamentalist Iran and Saudi Arabia and even Nepal. Another great hit, Jewel in the Palace, set in the 15th and 16th century and presenting traditional Korean culture, has already been sold to 87 countries, including Afghanistan and Zimbabwe. According to researchers, TV dramas owe their unparalleled success to their universal Confucian values: love, friendship and family ties. The success was the biggest surprise to Koreans themselves, who initially could not believe that someone might like their productions.

6664652243_f6eea2c80a_z
Winter Sonata

 

K-POP. As time went by, the main strength of hallyu shifted from TV dramas to pop music – K-pop. The market, dominated by 3 corporations – S.M. Entertainment, YG and JYP -produces hundreds of bands, most of which disappear pretty quickly. Artists go through detailed castings (agencies even recruit 9-year-olds) and months-long murderous training to create perfect choreography and catchy dynamic songs, strongly inspired by American pop, hip hop, R&B and electro. Colourful decorations and a characteristically “sweet” convention attract mainly a teenage female audience. And it’s very effective – the biggest fan club in the world is the 8-thousand-strong group of DBSK lovers. Girls Generation, S.E.S., Rain or Boa are other cult artists in Asia.
As the wave of K-pop spills beyond the continent, musicians are increasingly recording in English, with the help of well-known producers. In 2007, Wonder Girls toured with Jonas Brothers, Snoop Dog made a guest appearance on a record by Girls’ Generation, and European concerts, despite still being very few, sold out.
It is ironic that the most spectacular success of not only K-pop, but the entire hallyu, was the explosion in popularity of Gangnam Style by PSY rapper in 2012. PSY had never been a star in his own country and the song was intended to be a joke, but it was thanks to him that hallyu entered the mainstream discourse. GS is the most popular video in the history of YouTube, along with hundreds of mash-ups and remakes, with its dance routine being performed by artists, politicians and average people from Brazil to Poland.
Even earlier, K-pop videos were viewed dozens of millions of times on YouTube; and this is how Korean music is distributed. The unlimited access to it resulted in exotic intercultural relations: Chile, for example, has already 200 K-pop fan clubs, which is unique considering the rather weak links between Asia and South America.

9540468227_356f266d87_z
K-pop festival in Chile
CINEMA. Not only K-pop videos appear on YouTube. The Korean Film Archive channel has made available dozens of cinematic masterpieces dating from between 1940 and 1990; cinema is also an important source of hallyu’s power. The success of Shiri gave an impulse to build a strong industry based on the Hollywood model, focusing on attractive genres of film, which beat one national record after another – and 10 of them sold over 10 mln tickets. After a slower period, when overinvested and poorly written blockbusters made big losses, and even stopped selling in Asia, 2012 and 2013 saw a great recovery. Box office turnout was similar to the golden 1960s – an average Korean went to the cinema four times, making the country one of the biggest lovers of the Tenth Muse. The biggest hit in the history of Korean cinema Roaring Currents, a film representation of the most glorious military victory in the history of the country, attracted 17.5 million viewers – one third of the nation.
The example of Bong Joon-ho’s Snowpiercer, a blockbuster made with Korean money and an international cast in the Czech studio Barrandov, shows that this cinema can be watched everywhere – the film was a success not only domestically, but also in the biggest film markets of the world: USA and China. The fact that the set of Hollywood super-production Avengers 2 was moved to Seoul for a while is the best proof that the film industry is aware of the incredible potential of this 50-million strong country.
While commercial films are still trying to find a way to conquer non-Asian markets, art-house cinema (practically ignored by Koreans, for a change) succeeded in doing that. Thanks to such accomplished artists as Hong Sang-soo, Lee Yoon-ki or Lee Chang-dong, it is now present at key festivals. In 2004, Old Boy by Park Chan-wok won the Grand Prix in Cannes and in 2012 Pieta by Kim Ki-Duk became the first Korean film to win a leading festival, this time in Venice. And not only are Koreans guests at such international events – but the most important Asian festival has been taking place in Busan since 1996.

6184362789_5365b4da2d_z
Kim Ki-duk

Hallyu also includes video games (Koreans are the biggest fans of MMORPG games in the world), books, comic books (manhwas), animations (Pororo the Little Penguin and Pucca, widely used in marketing), as well as cosmetics, plastic surgery and fashion, which is expected to be the next big global trend after K-pop. The Korean pop culture craze has affected elements of traditional culture – the number of people interested in learning the language has increased world-wide, along with the number of enthusiasts of the excellent Korean cuisine. The annual export value of just kimchi, fermented cabbage, already exceeds $100 mln. The tourist industry has also profited from the interest in Korea, with agencies offering tours following in the footsteps of the popular drama characters. In 2012, the number of guests, mainly from Japan and China, exceeded 10 mln people; in 1990, this number was three times lower.
It is difficult to judge precisely the value of Korea’s cultural exports. It is worth hundreds of millions of dollars, which compared to $548.2 billion of total export in 2012 is not a large sum. It is not all about money however, but about the precious image and support for key branches of export. The data clearly indicates that in the countries with a strong presence of hallyu, the sale of Korean cars and electronics has been rapidly growing. For example, between 2005 and 2010, the value of export to Iran increased by 234%, Iraq – 7716%, Uzbekistan – 160%, and Peru – 230%.

POLITICS. Business exchange is not the only area to benefit: hallyu also plays a diplomatic role. When the legend of Burmese opposition, Aung San Suu Kyi, came to the opening of the Winter Paralympics in Pyeongchang, she also found time to meet actor Ahne Jae-wook, whose story she had followed in a drama shown in her country. During his visit on the Korean Peninsula, President Barack Obama expressed his respect for hallyu.
Popular culture helped improve relations with Taiwan and, more importantly, historically difficult contacts with Japan. In many countries, hallyu has become a window to the world, playing a similar role to that of American pop culture behind the Iron Curtain during the Cold War – which happened for example in communist Vietnam and Burma, and most importantly, North Korea. A set of TV dramas was a gift for Kim Dzong Il when the presidents of both Koreas met in 2007. Citizens of the North do not have legal access to them and those trading in DVDs face being sent to labour camps and even death. This, however, doesn’t change much. According to refugees from the North, practically everyone in the country has had contact with hallyu. The black market flourishes, also fuelled by high-ranking officials, who can legally cross the Chinese border. For young people, it’s a glimmer of freedom and inspiration, visible in their colourful clothes, hairstyles and attempts to copy the accent. Pop culture is dangerous to the regime – it ruins the image of the rotten capitalist South that they have built over the years: a nest of evil and misery. Hallyu, even if only to a small extent, helps build bridges between the divided nation and lays ground for possible unification.
Also China, strictly controlling the amount of foreign entertainment, repeatedly voiced their concern about the flood of Korean products, and tried to regulate its flow. Finally, decision-makers accepted it, opting for cooperation with Korea in the field of film production.

GLOBAL INVASION. Now, after over a decade of Asian domination, hallyu faces new challenges. The entertainment industry has to evolve constantly, so it does not become stale, like in Japan, where – after the initial wave of enthusiasm – the feeling of oversaturation, criticism and even hostility set in. The government strategy is now focused more on creating content for the new generation of mobile devices (Korea’s leading product), 3D technology, animation and video games. Korea also wants to mark its presence in Europe and North America, for example through culture centres; currently, there are 24 of them (including one in Warsaw), and new ones are sprouting up. Their activities are centred around sharing knowledge about areas such as Korean culture, language and cuisine. Still, a skilful use of new media is the main channel for promotion. Mark Russel, the author of Pop Goes Korea told me: “The growth of Korean culture around the world is heavily linked to globalisation and the development of the Internet. New ideas spread faster than ever, bypassing the old gatekeepers who used to control radio, TV, movies, etc.”
In many countries, especially outside of Asia, hallyu does not function through the mainstream; it is present thanks to its fans, active mainly on the Internet. Koreans try to make sure that they are in constant communication with each other. A global blogger action has recently been launched, there are e-magazines published in English dedicated to K-pop, discussion forums, and even mobile applications for fans of individual bands. Numerous websites (e.g. Viki, Dramafever) let their users follow current episodes of dramas, with fans being able to add their own subtitles. Internet traffic is also reflected in the real world. Hallyu believers organise meetings and flash-mobs, lobbying embassies and consulates to organise K-pop concerts. In Poland, K-pop stars appear rarely, their visits usually organised by the Korean Culture Centre. Even though these events are not covered by mainstream media, they are attended by hundreds of enthusiastic young people.
Will hallyu conquer the world? For now, the data is clear – over 90% is exported to Asia. The chances that K-pop songs will make it to American or European charts, and that Korean series will fill TV listings, are slim. But is that what it’s about? “Now young people kind find whatever they like, and there are significant percentages who don’t just want American mass media. Korea provides a nice alternative, at once similar but also different”, explains Mark Russel. Even by filling a niche and reaching fan groups, hallyu is an effective vehicle for Korean spirit and influences world culture. K-dramas now have their own category on the American website Hulu, this being the only category representing a specific country. K-pop is an inspiration for Grimes, one of the most interesting artists in new electronic music. The New York Times, rounding up 2012 in concerts, highlighted the shows of 2NE1 and BIGBANK in Newark, announcing the arrival of K-pop in America.
The extent to which hallyu constitutes a thoroughly planned and consequently developed cooperation between government agencies and the chaebol, is impressive. The industry brings big profits and provides work for thousands of people, but at the same time helps build the image of a state supporting the economy. Pop culture helped not only build an attractive image of the country linking tradition and modernity, but also heal deep wounds. After years of an isolating military regime, difficult relations with countries from the region, and the humiliating intervention of the IMF in 1998, hallyu opened Korea up to the world.

Tagged with: , , , ,
Top